Dwa lata temu siedziałam sama w pokoju na poddaszu. Jedna żarówka, żółto jakoś tak było, ciemno. Nie pamiętam dokładnie jaki to był okres mojego życia, ale na pewno koniec pewnego etapu. Koniec niedługiego, lecz intensywnego emocjonalnie związku. Szczeniackiego takiego. Przychodził po mnie do szkoły lub ja do niego do domu, w trakcie lekcji. Jego mama robiła mi ciepłą herbatę. Oglądaliśmy seriale, tuliliśmy się. Wagary miałam na drugie wtedy, bo na pierwsze Kar... – nieważne. Brak pasji. On był moją pasją… Chyba. Wtedy. Właśnie, wtedy. Siedziałam sama, już bez niego. Zastanawiałam się jak dalej pokierować swoim życiem. Mała wioska, koniec szkoły. Miałam wizję… Raz, jeden jedyny, przemknęła mi się wizja. Gdyby tak… Nagle uciec. Uciec z wioski. Trochę dalej. Do wielkiego miasta. Zacząć nowe życie, znaleźć pracę. Skończyć z krótkimi spacerami dookoła mojej małej wioski, ze znajomymi z okolic, którzy bywali. Nie byli, BYWALI. Zamknąć wszystkie rozdziały, zaszaleć. Wyobrażałam sobie siebie w małej, uroczej kawiarence z laptopem i kawą. Kiedy to w wolnym czasie, udaję się do niej by pisać. Lub biorę kawę na wynos, w drodze do pracy. Przechodząc obok masy nieznajomych ludzi, wielkich kolorowych kamienic, czy idąc deptakiem i mijając restauracje, kawiarnie, bary. Wracać do mieszkania, urządzonego po mojemu. Po babsku. Tak jak zawsze chciałam to zrobić. Wychodzić wieczorami na miasto. Czuć niezależność, powiew nowości. Nowej historii. Takiej jaka ma miejsce w filmach. Widziałam się w tej kawiarni, przez minutę, może dwie. Zaśmiałam się, machnęłam ręką. Poszłam spać. NIEREALNE. Szalone. Po prostu.
Dzisiaj siedzę w wielkim, idealnie urządzonym pokoju. Wychodząc do pracy,
wsiadam do tramwaju. Każda „podróż” jest dla mnie wyjątkowa. Codziennie mijam
masę nieznajomych ludzi, przechodzę obok restauracji, barów, kawiarni. Zamawiam
kawę na wynos. Spełniam się. Realizuję mój własny pełnometrażowy film. Żyję
tak, jak tego chcę. Choć to dopiero początek mojego rozwoju, a film nie zaczął
się jeszcze rozkręcać, to trwa. Trwa. Bo wzięłam sprawy w swoje ręce. Choć może
to się wydawać czymś zupełnie naturalnym. Przeprowadzka do dużego miasta. To
nie! Podjęłam decyzję z dnia na dzień, nie mając grosza przy duszy. Szaleniec –
słyszałam nie raz. Oszalałam to fakt. Czuję, że to będzie jednak jedna z mniej
szalonych rzeczy, biorąc po uwagę, że teraz mam marzenia, a nie mam zahamowań,
rozumiesz?
Choć, pokażę Ci jak zaczęłam żyć. ŻYĆ. Zamknęłam nieciekawy, nierozwojowy etap
młodzieńczych związków. Od dziecka kochałam pisać. Pisałam jako dziecko, jako
nastolatka, a jako nieco starsza nastolatka – przestałam. Chcę męża, dzieci,
pracę na etacie – myślałam. Myśleć nie przestałam, uff. Myślenie zmieniłam. O
sto osiemdziesiąt! Wszystko zmieniłam. Nauczyłam się być silna, niezależna. Nie
byłam. Bardzo mocno nie byłam, jeśli rozumiesz co mam na myśli. Jestem nieco
starsza, nadal szalona. Akceptuję to i od nikogo nie oczekuję, by również to
akceptował we mnie.
ZAKOCHAŁAM SIĘ… W nieznajomym. Bo jestem szalona. Zawsze byłam. Teraz po prostu się tego nie boję, nie uciekam. Pasja przeszyła mnie na wylot. Wróciłam do pisania. Zakochanie bez wzajemności, choć trudne, bolesne, obudziło we mnie moje prawdziwe JA. Nie żałuję więc. Zaczęłam oddychać inaczej. Każdy oddech, który biorę przypomina mi, że żyję. Wpadłam w wir tworzenia. Zakochałam się w muzyce, choć zawsze była mi bliska. Dziś jest ZNAJOMA. Tak jak uczucie do NIEZNAJOMEGO...
Piszę… O prawdziwych emocjach, nie uciekam w komercję. Nie potrafię. Jestem żywym dowodem wszelakich zaprzeczeń. Zakochałam się w jednym spojrzeniu, jak zakochałam się w muzyce i na nowo w pisaniu. Jedno spojrzenie na rok popchnęło mnie do stworzenia poezji. Nie jednego wiersza, nie jednej piosenki. Mogłabym płytę nagrać o tym spojrzeniu. Mogłabym książkę napisać o… A no właśnie. Miłej lektury!
Zabiorę Cię w podróż pełną zaprzeczeń. Zanim zabierzesz się za dłuższe czytanie moich wytworów, otwórz okno. Mam nadzieję, że u Ciebie jest wiosna. Tak jak u mnie. Otwórz szeroko. Okno, oczy i serce. Jeśli nie masz nic przeciwko robieniu wielu rzeczy naraz. Załóż słuchawki. Włącz piosenkę, która najbardziej oddziałuje na Twoje emocje. Weź oddech. Inaczej niż zwykle. Weź oddech, który będzie początkiem nowego, lepszego życia. Kochasz kogoś, kto Cię nie docenia? Opuścił Cię ktoś dla Ciebie ważny? Odszedł bez słowa… Może jesteś okrutnie spłukany, a praca robi cię w **** ?! NIEWAŻNE. Otwórz okno, zapal papierosa, jeśli chcesz. Spójrz przed siebie. Weź ten jeden oddech i wyobraź sobie, że Twoje życie jest niezwykle piękne i Ty sam jesteś najlepszym co mogło się przytrafić NAM, ludziom na ziemi. Zmień swój świat, mimo bólu i przeciwności. One są i będą. Będzie jeszcze naprawdę ciężko. Nie raz, nie dwa razy. TO JEST KOMPLETNIE NIEWAŻNE, jeśli oddychasz i możesz w tej chwili słuchać swojej ulubionej piosenki. Właściwie to wszystko możesz, rozumiesz?
Pokażę Ci jak wygląda mój ból. Poczytasz o cierpieniu, o miłosnym zawodzie. To część naszego życia. Najpierw musisz poczuć ogrom rozczarowań. Musi cię jeszcze masa ludzi zawieźć, zostawić. Musisz kochać i nie być kochanym, by zrozumieć, że… SIEBIE KOCHASZ NAD ŻYCIE. I kochasz to całe życie, którego jesteś reżyserem, nawet jak kopnie Cię porządnie… No wiesz gdzie. Miłość jest pełna zaprzeczeń, tak samo wygląda miłość do siebie. Nauczyłam się kochać cierpienie, które jest nieodłączną częścią mnie. Chodzę… A raczej unoszę się kilka metrów nad ziemią. Tak jakbym była w kosmosie, brak grawitacji. Wyobraź sobie mnie w kosmicznym skafanderze, no niech będzie miał kolor różowy. Unoszę się, zza kasku nie widzisz mojego uśmiechu. Wysyłam ci okejkę! Z kosmosu. Witaj w moim świecie. Poczytaj o tym jak zmieniłam swoje życie, zaczynając od felernego zakochania. Zmusiłam się do okrycia większej prawdy o sobie i życiu. Wpakowałam się w bagno, tak myślałam. Wszystko jest jednak po coś. Więc chyba zamieszkam na tych bagnach, bo odkryłam coś niesamowitego. Dziękuję, Nieznajomy.
KARMA.
Komentarze
Prześlij komentarz